Wigilia Bożego Narodzenia to w wielu domach ogromne wydarzenie, uwarunkowane historycznie i kulturowo, sięgające swymi korzeniami czasów słowiańskich. Obecnie, gdy w zasięgu ręki mamy cały świat i przepisy z Brazylii czy Konga, często w przygotowania wkrada się bałagan – szczególnie zakupowy. Mój sposób na ogarnięcie tego bałaganu jest według większości znanych mi osób ekstremalnie nieprzyjazny.
Kocham Excela miłością wielką, odkąd pamiętam. Mam zatem plik w Excelu i co roku go aktualizuję. Lista prezentów, potraw, zakupów i terminów, w których trzeba zacząć przygotowania. Jeśli potrawa jest rodzinna – „od zawsze” – np. barszcz, to przepis mam w głowie, a w innych przypadkach zapisuję sobie źródło, np. książkę czy stronę w internecie.
Mam potrawy wigilijne bez których się nie obejdę, bo rodzinnie są kochane – czyli barszcz czerwony, zupa grzybowa w dowolnej wariacji, karp Babci Gertrudy, śledzie z buraczkami i makówki. W zeszłym roku była Wigilia jak na nas minimalistyczna, sprawdziłam w pliku:
- Chałka
- Kompot wigilijny z suszonych owoców
- Barszcz czerwony z uszkami
- Zupa krem z grzybów leśnych
- Tradycyjny karp duszony w cebuli Babci Gertrudy
- Śledzie z glazurowanymi buraczkami
- Tatar z łososia
- Śledzie z mango
- Kapusta z grzybami
- Makówki
- Gruszki w cieście francuskim z burratą i gorzką czekoladą
- Pomarańczowe ciasto „upside-down”
Dodatkowo na obiad następnego dnia mięsko – Beef Wellington.
Bardzo mnie ciekawi jakie potrawy są u Was? Rządzi Tradycja czy raczej Nowoczesność? Bez jakiej potrawy nie możecie się obejść?
Dla przyciągnięcia uwagi gruszki oraz pomarańczowe ciasto „upside-down”, było smaczne. Kusi, jednak pewnie w tym roku wymyślę coś innego.


Dodaj odpowiedź do josomerlik Anuluj pisanie odpowiedzi