Pamiętam nasturcję (łac. Tropaeolum) jeszcze z dzieciństwa. Porastała pół ogródka a pomarańczowe i czerwone kwiaty pyszniły się w słońcu. Podobno liści używały malutkie wróżki jako parasolek.
Jest jednym z moich ulubionych kwiatów nie tylko dlatego że jest cennym surowcem zielarskim – jest zdrowa, ale jest też pyszna. Kwiaty mają słodkawy delikatnie pikantny smak zaś liście przypominają wiosenną rzeżuchę. Niezależnie czy niska czy wysoka, obie są zdrowe i pyszne.
Możliwości jest wiele – masło z kwiatami rzeżuchy i odrobiną cytryny, sos do sałatki z liśćmi nasturcji, zupa, ostre nasturcjowe pesto, pąki i nasiona a’la kapary.
Przywędrowała do nas z Nowego Świata – Indianie spożywali ją i używali prozdrowotnie. Nasturcja wspomaga organizm przy problemach ze skórą (zmiany łuszczycowe, łupież, trądzik), problemach z oskrzelami, częstych stanach zapalnych górnych dróg oddechowych i układu moczowego, reguluje cykl menstruacyjny. Ma właściwości przeciwbólowe, przeciwzapalne, wirusobójcze, grzybobójcze i bakteriobójcze. Przeciwwskazana jest osobom cierpiącym na wrzody i ciężkie schorzenia nerek, w ciąży. Nie powinny spożywać jej małe dzieci.
Doskonale sprawdza się w ogrodzie. Pomidory w mojej cieplarni kochają nasturcję i ogórecznik, rosną bardzo zdrowo.

Dodaj komentarz