Róże są niezastąpionym źródłem wszelkiego dobra. Nie tylko zachwycają nas swoją urodą, cieszą pięknym zapachem, ale są też źródłem cennych substancji i znajdują zastosowanie w fitoterapii wielu dolegliwości. Róża jest ziołem o szerokim zastosowaniu, dostępnym dla nas w stanie naturalny – wystarczy tylko wybrać się na spacer i zbierać, a gdy nadejdą chłodne wieczory można cieszyć się jej urokami.
Dzika róża ma wiele zalet a kilka lat temu róże wyruszyły w podróż. Podróż, której celem jest renesans kulinarny – znajdziemy przepisy na placki, jogurty, różane cukry i desery. Bardzo aktywnie towarzyszy nam w kosmetykach, a olejek różany jest jednym z najdroższych ze względu na ilość surowca niezbędnego do produkcji.
„Szałwia pociesza a róża raduje” św. Hildegarda z Bingen
Dawniej była szeroko stosowana w ziołolecznictwie. Stosowano nie tylko płatki i owoce, lecz także listki i korzenie. Uważano naszą piękną różę za otwierającą umysł i serce, dlatego znajdujemy ją praktycznie w każdym przydomowym ogrodzie, parkach czy zadrzewieniach śródpolnych. Porusza nas swoją urodą i delikatnością.
Płatki róż są jadalne – poza tymi pryskanymi, rzecz jasna. Prawie zawsze im róża ładniej pachnie tym lepiej smakują jej płatki. Owoców ta reguła nie dotyczy. Owoce róż uprawianych ze względu na urodę kwiatów zazwyczaj są, łagodnie rzecz ujmując, niesmaczne.
W dziedzinie smaku owoców w Polsce prym wiodą róże dziko rosnące, czyli róża stulistna (Rosa centifolia), róża dzika syn. polna (Rosa canina), róża pomarszczona syn. cukrowa (Rosa rugosa) – te trzy śliczne panny, dają nam płatki, listki i owoce.
Owoce pozyskujemy także z róży francuskiej (Rosa gallica), z róży jabłkowatej (Rosa pomifera), z róży girlandowej zwanej rosyjską (Rosa cinnamomea). Owoce róży zawierają bardzo dużą jak na nasze warunki dawkę witaminy C, bo około 1250mg/100g – jednak muszą być właściwie ususzone. Jeśli będziemy zbierać owoce w celach kulinarnych, żeby zrobić pyszne konfitury to zdecydowanie smaczniejsze są po przymrozkach – wzrasta w nich zawartość cukru, natomiast spada wtedy zawartość witaminy C. W razie potrzeby nawet wiszące na krzaku, w środku zimy, od „biedy” można zebrać i traktować jako żywność czasie głodu czy wojny.

Nie zebrałam wszystkich owoców z mojego krzaka w tym roku, zostawiam sporo dla ptaków. Pogoda mroźna i przyszła mi ochota na zupę z dzikiej róży. To tradycyjna szwedzka zupa, jednak w oryginale dla mnie zbyt słodka więc zmieniłam przepis dodając kilka składników.
Składniki
4 szklanki owoców dzikiej róży (świeże lub mrożone, np. takich jak moich zebranych w grudniu można dać więcej – będzie gęsta i kremowa)
1,5l wody
0,5 szklanki miodu wielokwiatowego lub rzepakowego (maja najbardziej neutralny smak)
1 laska wanilii
2cm kawałek imbiru
1 świeże czerwone chilli
1 kopiata łyżka stołowa skrobi z manioku (tapioki)
1 łyżka masła
Płatki migdałowe – lekko podprażone
200ml słodkiej śmietanki 30% do ubijania
Przygotowanie
Owoce oczyszczamy z resztek kwiatów, tniemy na połówki, zalewamy wodą i odstawiamy na kilka godzin lub na cały dzień. Jeśli owoce wchłoną całą wodę trzeba trochę dolać. Wrzucamy pokrojone chilli i starty imbir. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na małym ogniu pod przykryciem 15-20 minut, mieszając co jakiś czas. Przecieramy przez sitko lub przecierak do pomidorów.
Do przetartej zupy dodajemy masło i miód, wrzucamy ziarenka wyciągnięte z wanilii. Wstawiamy garnek na mały ogień. Osobno ubijamy śmietankę. Tapiokę rozpuszczamy w 100ml zimnej wody i dodajemy do gotującej się zupy, po kilku minutach zupa powinna zrobić się gęsta i lekko szklista.
Zupę podajemy gorącą z solidną porcją śmietanki, posypaną migdałami, można też delikatnie polać glazurą na occie balsamicznym. W Szwecji dodaje się czasem mąki pomidorowej, jednak nigdy nie próbowałam tej wersji.
Właściwości dzikiej róży
Owoce róży kojarzone są w zasadzie tylko jako źródło witaminy C, jednak zawierają także wiele innych cennych dla naszego zdrowia składników np. witaminy A, E, witaminy z grupy B i sporo minerałów.
Zawierają też dużo substancji czynnych (m.in. kwas jabłkowy, kwas bursztynowy, kwas cytrynowy, fitosterole, galaktolipidy, NNKT, flawonoidy i antocyjany), dzięki którym działanie owocu róży na nasz organizm jest ogromne. Dotykamy dosłownie i w przenośni potężnej synergii składników aktywnych, które wspierających wchłanianie przez organizm witamin i minerałów, oraz działają antyoksydacyjnie. Jest to niezwykle ważna funkcja, ze względu na ekspozycję ludzkiego ciała na szkodliwe działanie wolnych rodników, zanieczyszczenie środowiska oraz wielu innych czynników budujących stres oksydacyjny.
Lista wskazań do stosowania owoców róży jest bardzo długa – do głównych należą: stres, przewlekłe ogólne osłabienie, niedobory i wycieńczenie organizmu, zmęczenie, nadmierna kruchość naczyń włosowatych, nadciśnienie, częste zapadanie na infekcje wirusowe i osłabienie odporności, intensywne miesiączkowanie, choroby alergiczne, choroby układu moczowego, przerost gruczołu krokowego. Owoce powinny być uwzględnione w diecie osób przechodzących rekonwalescencję, po ciężkich chorobach, urazach czy zabiegach chirurgicznych. Szczególnym także wskazaniem do stosowania są przewlekłe, chroniczne choroby stawów. Przyniosą ulgę w chorobie i poprawę stanu chorego – w tym przypadku odpowiadają za to galaktolipidy zawarte w owocach róży. Zastosowanie galaktolipidów róży zostało opatentowane (GOPO®). Jednak, aby uzyskać w domu podobny efekt, owoc róży musi zostać przetworzony w niskiej temperaturze poniżej 40°C. Działanie przeciwzapalne róży można porównać do działania np. imbiru (olejek imbirowy ma bardzo silne działanie, niekiedy porównuje się jego skuteczność do analgetyków miejscowych czyli środków działających miejscowo znieczulająco).
W ajurwedzie owoc dzikiej róży ma właściwości rozgrzewające, a także pobudzające, wiatropędne i ściągające. Zatem w okresie od jesieni do wczesnej wiosny warto dodawać owocu róży do naparów ziołowych.
Płatki róż działają relaksująco, łagodnie przeciwzapalnie, ściągająco i antyseptycznie. Są łagodnie w działaniu i można je stosować przeciwbiegunkowo u małych dzieci (dawniej stosowano także u niemowląt). Zawierają nieco olejków eterycznych – stąd ten cudowny zapach, śluzów i flawonoidów.
Św. Hildegarda używała zarówno płatków jak i liści róży zbieranych w czasie kwitnienia. Według niej róża jest chłodna i chłód ten jest pożyteczny dla człowieka – zatem można stosować lemoniadę z płatkami róż w upalne dni. Stosowała je przede wszystkim do łagodzenia stanów zapalnych oczu, leczenia wrzodów, oparzeń, kurczów i miejscowych paraliżów oraz
z szałwią do uspokajania osób drażliwych.
Do płatków róż podobnie podchodzi Ajurweda, stosując je do łagodzenia do stanów zapalnych oczu, powierzchownych ran oraz uspokajająco. Znajduje także zastosowanie w kojeniu bólów głowy i zawrotach głowy. Wzmacniająco stosuje się płatki róży z Shatavari – co jest bardzo ważne – jako środek na dolegliwości kobiece. Płatki róż zostały przypisane do kobiecego układu rozrodczego, stosuje się je w wielu dolegliwościach m.in. przy braku menstruacji, nieregularnym lub bolesnym miesiączkowaniu (z hibiskusem i szafranem), oraz przy występowaniu krwawień z macicy. W ajurwedzie olejek eteryczny z płatków róż uznaje się za wychładzający i stosuje krótkotrwale.
Dzięki właściwościom ściągającym, aseptycznym i łagodzącym, płatki róż mają szerokie zastosowanie w kosmetyce. W warunkach domowych możemy przygotować w prosty sposób ocet różany (np. na toniki lub spożywczo), maści z róży i koniecznie Larendogrę w wersji „de luxe” czyli wyciągu octowego – jeden z moich ulubionych dodatków do toników i oksymeli.
Larendogra (Eau de la Reine d’Hongrie) czyli woda Królowej Węgier – Królowej Elżbiety Łokietkówny (1305-1380). Kobiety o nieprawdopodobnej urodzie, która jak legenda mówi – cieszyła się urodą 40 latki w wieku lat 60, oraz dobrym zdrowiem. Oczywiście skład mieszanki trzymała w tajemnicy. Początkowo była najprawdopodobniej jedynie alkoholowym wyciągiem z rozmarynu i być może tymianku, następnie powstały kolejne wersje a skład zmieniał się przez wieki. Moja wersja Larendogry wygląda tak:
Larendogra „de luxe”
600ml spirytusu do nalewek (60%) lub dobrego octu jabłkowego lub winnego
2-3 garści płatków róży
2 garści liści rozmarynu
garść tymianku
garść lawendy
garść szałwii
Świeże zioła zalać spirytusem i odstawić na około 3 miesiące, codziennie wstrząsając. Zlać nalewkę. Można stosować wewnętrznie 10-15 kropelek na wodę 2-3 razy dziennie oraz zewnętrznie do nacierania bolących miejsc np. w stanach zapalnych stawów, do płukania ust przy aftach na wodzie 5 do 10 kropli.
W przypadku wersji na occie będzie super jako dodatek do sałatek, sosów, napojów i lemoniad oraz zewnętrznie, do toników dla każdego rodzaju skóry, szczególnie trądzikowej.


Dodaj komentarz